Czasem Dusza podpowiada ci krok, który wymaga odwagi zejścia z utartych szlaków. Doprowadza cię do przełomowego momentu w twoim życiu, w którym zmieniasz pracę, partnera albo miejsce zamieszkania. Może w końcu zaczynasz mówić „nie” toksycznym ludziom i sytuacjom i dajesz sobie prawo do życia po swojemu.

Czasem Dusza podpowiada ci działanie, którego nie chcesz podjąć. Jest dla Ciebie niewygodne. Nie zgadzasz się na nie, gdyż wydaje ci się absurdalne, nie na miejscu, nie tylko irracjonalne, a czasem wręcz idiotyczne. Jako soul coach często pracuję metodą soul coaching® z samą sobą. Pewnego dnia poczułam, że mam zrobić Spirit Sticka. To niezwykłe transformujące narzędzie, które często polecam swoim klientkom w tak zwanych beznadziejnych przypadkach. Polega na znalezieniu gałęzi w parku czy lesie, a raczej na byciu znalezionym przez tę gałęź, a następnie ozdobieniu jej włóczkami, kolorowymi wstążkami czy koralikami.

Tego dnia położyłam rękę na sercu i trzymając gałęź do Spirit Sticka zapytałam się swojej Duszy, z jakim tematem mam pracować. „Z traumą finansową,” usłyszałam. Zdziwiłam się, bo miałam za sobą około 11 lat pracy nad swoją relacją z pieniądzem i moja sytuacja finansowa wydawała się być dość stabilna. Nie dyskutuję z Duszą, więc rozpoczęłam pracę nad Spirit Stickiem. Naszykowałam sobie klej, kolorowe włóczki, wstążki, cekiny i inne rzeczy pomocne w tworzeniu go.  Zaczęłam owijać swój kij w skupieniu. Ku mojemu zdumieniu mój Spirit Stick zaczął przybierać postać psa i wtedy przez moje ciało zaczęły przelewać się fale smutku. W moim wewnętrznym krajobrazie zobaczyłam mojego psa Łatka, którego znalazłam jako mała dziewczynka w kurniku w moim ogrodzie. Zaopiekowałam się nim i przygarnęłam. Łatek w mojej wyobrażni zamerdał wesoło ogonem i przywitał się ze mną. Poczułam wypełniające mnie poczucie winy. Przepraszam, przepraszam, zaczęłam mówić do Łatka przez łzy. Przepraszam, łkałam pozwalając sobie, aby smutek, żal i poczucie winy wylewało się ze mnie.  Kiedy przygarnęłam Łatka, codziennie o niego dbałam i się z nim bawiłam, ale w końcu nastąpił taki rok, w którym miałam dużo nauki w szkole i siedziałam w domu. Poza dawaniem jedzenia nie poświęcałam mu dużo czasu, a on osowiały siedział w swojej budzie i zapadał się w sobie. Był coraz starszy, ledwo chodził i miał coraz mniej sił. Kiedy nadeszły wakacje, miałam nadzieję, że będę z nim się w końcu bawić, ale kiedy wróciłam z kolonii Łatka już nie było. Moi rodzice postanowili go uśpić nie mówiąc mi o tym.

Patrzyłam na Łatka moim duchowym okiem, a on merdając do mnie ogonem, podszedł do mnie i powiedział: Nic się nie stało, mam do ciebie tylko jedną prośbę. Możesz sobie teraz wyobrazić, że jesteś tam ze mną u weterynarza i się ze mną żegnasz i mnie przytulasz?”, powiedział patrząc mi głęboko w oczy. Tak, kochany, tak, szepnęłam do niego przez łzy. Już to robimy, kochany! Przez moje serce przelewała się miłość i smutek na przemian. Moje otwarte serce było przepełnione, smutkiem, żalem i miłością do niego jednocześnie. Wyobraziłam sobie ten moment, kiedy Łatek leży na stole u weterynarza i ma w sobie pełną zgodę na śmierć, a ja go ostatni raz przytulam, utulam mówiąc, że go kocham i że wszystko będzie dobrze. Te ostatnie chwile z najukochańszym przyjacielem. Te ostatnie czułe minuty. I ta świadomość, że musi tak być i to, że on ma na to zgodę, i że teraz w mojej wyobraźni jest to robione, tak jak on by chciał, by tak było. Kiedy Łatek dał mi znać, weterynarz dał mu ten jeden jedyny zastrzyk i wtedy zobaczyłam go na nowo w zupełnie innej scenerii, szczęśliwego, biegającego na łonie Abrahama. Pełnego radości i wyzwolonego! Dziękuję Ci, krzyknął do mnie Łatek, merdając ze swoją charakterystyczną dla siebie radością. Dziękuję! I poleciał!

A ja nagle usłyszałam cichy szept: Przelewaj 10% swoich obrotów przez 12 miesięcy na schronisko dla psów pod Lublinem. Co? Zdumiał mnie ten szept. Usłyszałam go ponownie. Był bardzo konkretny i prezyzyjny. Szybko go zapisałam. Dokończyłam Spirit Sticka, dokleiłam oczka do stworzonego z niego psa, a kiedy odłożyłam go gotowego na biurko jedno z oczek odpadło. Uśmiechnęłam się, bo przypomniało mi się, że Łatek był przecież ślepy na jedno oko.

Ciężko mi było zaakceptować ten komunikat od Duszy. Jak to mam przelewać 10% ze swojego obrotu, a nie z dochodu po kosztach i po podatkach? To robiło różnicę. Nie zrobiłam tego od razu.  Zbierałam się do tego, nomen omen, jak pies do jeża. Najpierw zaczęłam poszukiwać, na które schronisko miałam przelewać te pieniądze. Sprawdziłam lubelskie ośrodki, ale dalej nie byłam przekonana. Poprosiłam zatem o wskazówkę i ni stąd ni zowąd idąc na busa trafiłam na gabinet weterynaryjny, w którym pani doktor powiedziała mi o konkretnym schronisku, któremu grozi upadłość. Pojechałam tam z mężem, porozmawiałam z prowadzącą, a mimo tego mój opór nie chciał puścić. 

W końcu zmęczona swoim niezdecydowaniem, położyłam rękę na sercu, przywitałam się ze swoją Duszą i przywołałam Łatka. Znowu pojawił się hasający z radością po polach i powiedział: Po prostu zrób to i zobacz co się wydarzy! Zaufałam mu i podjęłam decyzję. Pierwsza kwota nie było zbyt duża, więc przelałam ją ze spokojem. Potem kwoty były coraz wyższe, a mi coraz trudniej było się z nimi dzielić, ale mimo wszystko wysyłam je do schroniska. Ku mojemu zdumieniu moje zarobki wzrastały dość szybko. Jednego miesiąca zrobiłam swój wymarzony od wielu lat cel finansowy, a potem dwa miesiące później go podwoiłam. Przelewałam coraz wyższe i wyższe kwoty. Byłam naprawdę zaskoczona. W końcu temat Spirit Sticka dotyczył traumy finansowej. Nie zawsze przelewałam pieniądze z przekonaniem i wtedy jak by moje przychody zatykały się na chwilę, by potem, kiedy otwierałam bardziej serce znowu popłynąć szerokim strumieniem. 

Po 12 miesiącach przelałam ostatnią kwotę. Pojawiło się we mnie nieznane mi dotąd uczucie wpływu, bardzo namacalnego wpływu na otaczającą mnie rzeczywistość. Dzięki tym pieniądzom, wg relacji pani zarządzającej, schronisko przeżyło dobrych kilka miesięcy, a ja nauczyłam się ze zdumieniem, że nie dość, że mogę odłożyć pieniądze, to jeszcze mogę przeznaczyć je na cel charytatywny. 

Zawsze w życiu szybko wydawałam. Pieniądze były dla mnie jak gorący ziemniak, którego dostajesz i szybko go odrzucasz poparzona. To doświadczenie nauczyło zaufania do siebie, że mogę spokojnie odłożyć 10 % swojego obrotu i starczy mi na wszystko. Co więcej, uleczyłam swoje poczucie winy wobec mojej sytuacji z dzieciństwa. Spłaciłam karmę. Dodatkowo, poczułam, że zrobiłam coś dobrego i namacalnego, co sprawiło, że wzrosła moja samoocena i zaufanie do swoich możliwości. 

Nie było to łatwe dla mnie doświadczenie i nie było mi łatwo podążyć za podpowiedzią mojej Duszy. Ludzie, którzy o tym wiedzieli byli zdumieni moją decyzją. Ja też czasami. Przedsiębiorczyni we mnie wołała, że za te pieniądze mogłabym przynajmniej w części wyremontować domek, który ciagle stoi pod moim domem niedokończony i przeznaczyć go na wynajem. Ale cóż, życie nauczyło mnie przez dobrych parę dekad nie dyskutować z Duszą. Wsłuchuję się w jej podpowiedzi i podążam za nimi.

Dusza często może podpowiadać rzeczy, które nie są społecznie akceptowane, które wymagają odwagi i które na początku wydają się przerażające i zupełnie nieracjonalne, choć ty tak naprawdę w środku znasz prawdę.  Pomimo tego nie chcesz się sama przed sobą do niej przyznać i słyszysz jej ciągły szept. Dusza kocha prawdę, jak mówi Denise Linn, twórczyni soul coaching®.

A co mówi Tobie Twoja Dusza?