Dzisiejszym gościem jest Monika Przywara Strzałka, wspaniała projektantka cudownych, luksusowych i fantastycznych torebek.

Z wywiadu dowiesz się:

  • dlaczego Monika zdecydowała się na współpracę z Celestyną,
  • jak powstały torebki mocy,
  • co było największą wartością naszej pracy,
  • jak ważna była dla Moniki była praca wewnętrzna. 

Zapraszam do obejrzenia, posłuchania lub przeczytania wywiadu.

Obejrzyj wywiad

Posłuchaj wywiadu

Przeczytaj transkrypcję

C: Dzisiaj jestem z Moniką Przywarą Strzałką, wspaniałą projektantką cudownych, luksusowych i fantastycznych torebek. Nazywam się Celestyna Osiak i jestem Business Coachem. Porozmawiamy z Moniką o jej biznesie, o naszej pracy i o tym, co z niej wynikło. Moniko! Gdy zapytałam na początku, w jaki sposób mam cię przedstawić (projektantka, designerka), to powiedziałaś, że może bardziej twórczyni, bo projektantka to za dużo. Ale przecież projektantka, to wcale nie za dużo. Gdy pokażę twoją stronę, to zobaczymy, że zdobyłaś nagrodę Doskonałość Mody Twojego Stylu w 2018, byłaś zwyciężczynią w kategorii Akcesoria 2018 i robisz przepiękne torebki. Torebki, które są szczególne, ponieważ zajmujesz się czymś takim, jak personalizacja torebek. Myślę, że sama opowiesz o tym najlepiej.

M: Nie powiedziałam na początku, że jestem projektantką, bo to jest coś, co we mnie dojrzewało, chyba od początku mojej firmy. Tworzyłam torebki i to było po prostu moją pasją. Realizowałam to, co kochałam. Nie czułam się wtedy jakąś wielką projektantką, ale teraz mogę powiedzieć, że to jest projektowanie. Jestem projektantką torebek i się na to zgadzam.

C: Przecież robisz to już kilka dobrych lat?

M: Tak naprawdę zaczęło się osiem lat temu, kiedy byłam w ciąży z moją córeczką. To jest dla mnie symboliczny początek. Następnie powolutku rozwijanie firmy, a później nabieranie rozpędu.

C: A jak to się zaczęło?

M: Zaczęło się tak. Zawsze chciałam to robić, bo dorastałam w warsztacie mojego dziadka, który był szewcem. Buty mnie za bardzo nie kręciły. Widziałam dziadka przy pracy i to była ciężka praca. Nie była też dla mnie jakaś specjalnie interesująca. Natomiast pamiętam myśl, która mi się narodziła, gdy byłam małą dziewczynką. Stałam w tej jego pracowni, a to było w piwnicach domu, więc panował tam półmrok i charakterystyczny zapach. Pamiętam ten moment, miejsce, w którym stałam i taką myśl: „Jejku! Buty nie, ale gdyby można było z tego robić torebki. Łał! To by było super. I to było marzenie, które zniknęło później na wiele lat. Dopiero na studiach z projektowania ubioru to marzenie bardzo mocno odżyło i pomyślałam, że spróbuję. Dlaczego nie?

C: Niesamowita historia. Można powiedzieć, że kontynuujesz tradycję rodzinną?

M: Tak. Tradycję rodzinną. Jedyną rzeczą, która mnie zawsze przed tym powstrzymywała, była wiedza, której nie zdążył przekazać mi dziadek, a którą trudno było wtedy zdobyć. Jakimś zrządzeniem losu (wtedy myślałam, że to przypadek, ale teraz wiem, że przypadków nie ma) została w tym czasie uruchomiona wspaniała szkoła kaletnicza. Finansowano ją ze środków Unii Europejskiej, przeznaczonych na reanimację wymierających zawodów. Szkoła została otwarta w zasadzie na jedną edycję, bo później to umarło. Udało mi się ją skończyć, zdać egzamin i zyskać tytuł kaletnika. Jestem dyplomowaną kaletniczką.

C: To niesamowite. Nie do końca znam się na tym biznesie, ale podejrzewam, że nie wszyscy projektanci torebek są kaletnikami. Jak to jest?

M: Zdecydowanie tak. I ja im zazdroszczę. Nie muszą zajmować się szczegółami, które trzeba przewidzieć i przemyśleć. Oni tworzą i mają super wizję. A mnie zawsze ogranicza to, że musze wiedzieć jak to zrobić, jak to będzie funkcjonować. Ale jest to też takie ograniczenie, które przekułam w moją siłę. Doskonale wiem, co będzie grało, a co nie będzie grało. Oni mogą tego nie wiedzieć i to może wychodzić w praniu, jeżeli nie robią tego ręcznie, nie tworzą tego i nie obserwują. A ja wiem co będzie ok., a co nie będzie ok. I to jest super! I to jest mega ważne, żeby te rzeczy były trwałe, wytrzymałe i żeby służyły naprawdę długo.

C: Myślę, że to, o czym mówisz, jest kluczowe. Projektanci, wizjonerzy często latają w chmurach, a ty masz jednocześnie połączenie nieba z ziemią czyli wizji z praktycznością, z funkcjonalnością. To jest bardzo wyjątkowe. Kiedy zobaczyłam twoje zgłoszenie na moją bezpłatną sesję wstępną, w której podałaś również swój link do Instagrama, to pomyślałam: „O mój Boże! W jaki sposób ja mogę tej pani pomóc, skoro ona ma wspaniałego Instagrama, piękną markę, nagrody, nominacje i przepiękną, bardzo oszczędną estetykę strony?” Pamiętam, że zanim się zgłosiłaś, napisałam dość szczególny newsletter, w którym mówiłam o kobiecej mocy. W moim kwestionariuszu na sesję wstępną jest coś takiego: „Napisz o wyzwaniach, które masz obecnie w swoim biznesie lub w życiu”, a ty po prostu napisałaś: „Ja obecnie…” i zacytowałaś mój newsletter: „Będę pracować z Tobą, jeżeli już jesteś przynajmniej dwa lata w biznesie i czujesz, że do tej pory nie pokazałaś swojej duchowej strony, nie pokazałaś swojej mocy, nie pokazałaś swojego geniuszu, wstydziłaś się, ukrywałaś i teraz chcesz pokazać w swoim biznesie siebie prawdziwą. Teraz nadeszła w końcu ta chwila by pokazać się światu.” Co sprawiło, że dla ciebie nastąpiła ta chwila? A przecież jednocześnie nie do końca tak było, bo pokazywałaś się już światu.

M: To jest coś, o czym wspomniałam ci w trakcie którejś rozmowy. Na zewnątrz, w mojej firmie, wszystko się zgadzało. Była piękna strona, ładna sesja, fajny Instagram, fajne produkty, fajni klienci, ale w środku, we mnie, to się nie do końca zgadzało. Nie do końca czułam wyjątkowość tego wszystkiego. Nie do końca dopuszczałam to do siebie. To wszytko się przydarzało na przestrzeni tych lat. Prowadziłam moją firmę bardzo intuicyjnie. Czułam, że to jest moja wada, że robię to intuicyjnie, że nie robię tego na podstawie jakiejś wiedzy, szkoły, studiów, że nie mam profesjonalnej wiedzy jak prowadzić firmę, jak ją pokazywać. Robiłam to bardzo intuicyjnie i ty mi wtedy uświadomiłaś, że to jest coś, czego tak naprawdę każdy pragnie w swojej firmie. I że ja to mam. Intuicję. Nie potrzebuję do tego wiedzy. Oczywiście, jeżeli czuję braki, mogę się udać na jakieś szkolenie, ale ja mam w sobie intuicję, która to wszystko po prostu załatwi. To był właśnie moment, w którym napisałam do ciebie zgłoszenie. To było dokładnie to, co wtedy poczułam. Poczułam, że wszystko się zgadza, ale w środku mi czegoś jeszcze brakuje. I ty przyniosłaś mi to, czego mi brakowało.

C: A jak jest teraz?

M: Teraz czuję w sobie kompletność. Wcześniej wiedziałam, że robimy torebki, które są fajne, być może wyjątkowe. Teraz już wiem, że to są torebki mocy. To nie są zwykłe torebki, tylko naprawdę torebki mocy. Nawet gdy mi o tym mówiłaś, ja w to nie wierzyłam. Nawet jeżeli czułam to w środku, to nadal nie wierzyłam. Ale na twoje polecenie zrobiłam zadanie, które polegało na przeprowadzaniu rozmów telefonicznych z moimi klientami. Rozmów, które musiałam nagrywać i przepisywać.  Klientów wybrałam w jakiś intuicyjny sposób i to, co od nich usłyszałam (to byli klienci, którzy pojawili się na przestrzeni czterech lat, w różnych okresach), to było łał! To była świadomość, wiedza, że to nie są zwykłe torebki, to są torebki mocy.

C: Za chwilę opowiemy o torebkach mocy i twojej nowej kolekcji, ale chciałam podzielić się tym, na co  zwróciłam uwagę będąc na twojej stronie. Chodzi o personalizację czyli to, co jest u ciebie absolutnie wyjątkowe. Możesz o tym powiedzieć? Mam wrażenie, że zanim zaczęłyśmy pracować wspólnie, to być może tego nie doceniałaś, nie uznawałaś tej ważności. A po tych wywiadach i naszej pracy uświadomiłaś sobie, że to jest absolutnie wyjątkowe.

M: To jest najważniejsza część procesu tworzenia. Personalizacja polega u nas na tym, że za pomocą lasera nanosimy na torebkę cytaty, słowa, napisy, obrazki, jakieś grafiki (często stworzone dla kogoś od serca), dedykacje. Umieszczamy to na zewnątrz, umieszczamy to w środku. To jest bardzo osobisty proces, który bardzo lubię i cenię (wszystkie personalizacje przechodzą osobiście przeze mnie). To są naprawdę niesamowite historie. To są opowieści, które niedługo pojawią się na blogu, do prowadzenia którego mnie zachęciłaś. Długo się zastanawiałam o czym ja mogę pisać bloga. To ty mi pokazałaś, że po prostu o tym. Nie ma opcji, żeby o czymś innym. To są świetne historie, wzruszające. Na tych torbach zapisane są takie historie, które do tej pory wywołują we mnie wzruszenie.

C: Możesz zdradzić jakiś przykład czy zaczekamy na bloga?

M: Przykład, który najbardziej siedzi mi w sercu, to praca z wizerunkiem stópki małego chłopczyka (Tymuś), który jego mama bardzo chciała mieć na torbie. Czekałyśmy na narodziny Tymusia, czekałyśmy na to, żeby troszeczkę podrósł i kiedy Tymek miał sześć tygodni, mama zrobiła zdjęcie jego stópki i chciała bardzo mieć ją z tyłu na torebce. To była trudna graficznie praca, bo przekształcenie zdjęcia tej stópki, która jest taka w miarę jednorodna, na rysunek kreskowy, który da się przenieść na torbę, było  trudne. Dla mamy ważne było jeszcze to, żeby rysunek odzwierciedlał rzeczywisty rozmiar (wtedy siedem centymetrów), więc musieliśmy mocno dopilnować, żeby to był naprawdę dokładny odcisk stópki tego dzieciątka. I wyszło rewelacyjnie, przepięknie. Te stópki odbiliśmy jeszcze dla niej i jej męża na brelokach. To było niesamowite, że zachowaliśmy na zawsze na tej torbie tą stópkę, która ma sześć tygodni i siedem centymetrów.

C: To naprawdę jest taka spersonalizowana torba pełna miłości. Gdy patrzyłam na to, co robisz, to widziałam również ogromną dbałość o szczegół i tak sobie myślę, że może pokażemy jedną z twoich torebek. Było mi bardzo miło, że otrzymałam taką torebkę. Powiedziałaś mi, że byłam matką chrzestną torebki mocy. To jest paczka, którą dostałam od Moniki. Tu jest list. Mogę przeczytać, co jest w tym liście?

M: Tak. Oczywiście.

C: „Droga Celestyno bardzo dziękuję, że towarzyszyłaś mi w podróży do torby mocy oraz do… mojej własnej mocy 🙂 Mam nadzieję, że ta #superpowerbag będzie idealną pamiątką z tej naszej podróży. Przesyłam razem z nią miłość oraz ogrom wdzięczności. :)”
Bardzo ci dziękuję. Ja to dopiero teraz otwieram. Nie wiedziałam, że to napisałaś. Dziękuję ślicznie. Chcę wam tylko pokazać, jak to jest wszystko ślicznie zapakowane. Mamy tutaj torbę i teraz wyciągamy torebkę. Możesz komentować Moniko? Co to za torebka? Przeczytam, co na niej jest napisane: „I am love. Love is always there.” Jeszcze pokażę wam, co jest w środku. Ojej! W środku też coś jest!

M: W środku jest instrukcja obsługi, którą sobie przeczytaj, żebyś wiedziała, jak o nią dbać.

C: Zaglądam do niej i widzę, że jest tu pasek, też pięknie zapakowany. I jest jeszcze coś. Co to jest?

M: Zaglądnij.

C: „Różowy kwarc, z miłością dla Ciebie. Monika.” Uśmiecham się, bo kiedy robiłyśmy archetypy twojej marki, to wyszło nam, że rytuały, magiczność i uwodzenie klientów, to jest część twojej marki. I to jest to, co tutaj robisz. Torebka jest przepiękna. Dziękuję ci Moniko. Bardzo. Powiedz, jak powstały te torebki mocy.

M: Torebki mocy były tak naprawdę wynikiem naszych spotkań i zrodziły się za sprawą procesu, który wspólnie przeprowadziłyśmy. Tak naprawdę zrodziły się, kiedy przepisywałam dla ciebie rozmowy z moimi klientami. Kiedy spojrzałam na to wszystko, przeszły mnie dreszcze, bo uświadomiłam sobie, że każda z tych torebek, o których rozmawiałam z klientkami, to była torebka, która odnosiła się do bardzo ważnych, wzniosłych emocji. Gdy zaczęłam myśleć o pozostałych personalizacjach, udało mi się, tak po prostu, zamknąć je w trzech wartościach. Odkryłam, że tak naprawdę albo odnoszą się do miłości do siebie lub do kogoś innego, albo dodają odwagi w trudnych chwilach, albo pokazują siłę. To były trzy rzeczy, które bardzo mocno ukazały się w tych personalizacjach. Tak naprawdę do tego dążą kobiety, które zamawiają te torby. To chcą poczuć. Są też osoby, które kupują je w prezencie i chcą przesłać komuś te emocje. To są również ważne momenty. Tak powstał pomysł torebki mocy. To był właśnie moment „łał”. Wszystko złożyło mi się do kupy i w jednej chwili to wszystko zobaczyłam. Zobaczyłam to natychmiast, poczułam to. To była taka chwila: „Tak! To jest właśnie ten moment!” I to był właśnie ten moment, w którym wiedziałam, że muszę się z tym pokazać. Ty od początku mi mówiłaś, że w tym biznesie muszę bardzo mocno pokazywać siebie, od czego zawsze się wzbraniałam, bo nie mam takiej łatwości w sobie, żeby to zacząć. Myślę, że jak już zacznę, to będzie łatwiej. Wiedziałam, że jeżeli to ma być tak osobisty projekt, tak emocjonalny, to jest to moment, w którym się rzeczywiście pokażę. I w  sesji do tego projektu, to ja wystąpiłam z tymi torebkami, co zostało wspaniale odebrane przez moje klientki. One się rewelacyjnie poczuły. Nastąpiło natychmiastowe połączenie. Komentarze, które później dostawałam, telefony i maile potwierdziły, że wszystko się zgadza, że to jest to, co miało być, na co one czekały. Rewelacja.

Odwiedź Instagram Moniki

C: Pamiętam z naszych rozmów, że mówiłaś, że gdzieś w tobie jest pragnienie duszy, pragnienie bycia kimś więcej, jakąś liderką, kimś kto rozwija kobiety. I okazało się, że w swojej pracy dokładnie to robisz. Dajesz moc!

M: Dokładnie to. Ja się do ciebie zwróciłam, bo wpadłam w kryzys. Kiedy pojawił się wirus, pomyślałam: „Ok! Robimy torebki. To są tylko jakieś rzeczy. Świat się zmienia całkowicie, a my tu robimy jakieś torebki.” Wiedziałam, że one są ważne, piękne, ważne dla wielu osób, ale to był taki moment kryzysu. Nie wiedziałam czy droga, którą idę, jest dobra. I właśnie wtedy okazało się, że „tak”, że to jest dokładnie to. Że to nie są tylko torebki. To torebki, które mogą kobiecie przesłać moc. I to powiedziała właśnie jedna z klientek, z którymi rozmawiałam. To było chyba po dwóch latach, od kiedy zrobiliśmy tą torebkę. Powiedziała, że każdego dnia, kiedy bierze tą torebkę, czuje jej ogromną moc i czuje miłość, którą w to władowaliśmy i ma nadzieję (to było wzruszające), że my czujemy też wdzięczność, która płynie od niej, każdego dnia, kiedy ona dotyka tą torbę. To było niesamowite.

C: To było niesamowite. Teraz zapraszamy wszystkich do twojej super power bag collection. Mamy tutaj „Love”. Co jeszcze?

M: Mamy „Siłę” i mamy „Odwagę”.

C: Te torebki są przepiękne i tak sobie myślę: „Co może być bardziej metaforycznego, niż kobieca torebka?” To jest torebka, w której mamy cały wszechświat. Nie cały świat, ale wszechświat. Bo czego kobieta nie ma w swojej torebce? To taki piękny symbol kobiecego życia.

M: Tak. Dla mnie zaskakujące było to, że nikt nie wymyślił do tej pory torebki mocy. I czuje się zaszczycona, że ten pomysł przyszedł do mnie, że mnie odnalazł, po naszej wspólnej pracy. I to jest niesamowite.

C: A co było dla ciebie największą wartością naszej pracy? Ja pracuję od wewnątrz na zewnątrz i efektem tego jest twoja nowa kolekcja. A co było efektem ze strony wewnętrznej. Bo pamiętam, że jak byłaś na pierwszej sesji, to byłaś bardzo zaskoczona: „O Boże! To my się tym zajmujemy?”

M: No tak! Na początku było trochę sprzątania emocjonalnego. W moim życiu też był wtedy taki przełom. Ale tak naprawdę każde spotkanie, to było takie „łał”. Po takim spotkaniu siadałam oniemiała i przez tydzień lub dłużej to się we mnie transformowało. Bardzo mi się podobało, że po każdej sesji, w stworzonym przez nas dokumencie, zapisywałaś to, co było ważne. Pytałaś po każdej sesji, co było najważniejszą jej częścią. To było niesamowite, bo ja do tego dokumentu wracam cały czas, ja to przeglądam i sobie przypominam. Gdy coś mi uleci, wracam do twoich zapisów i ciągle wracam do mocy, którą mi wtedy dawały te rzeczy. Zadania, które mi dawałaś, medytacje, które wspólnie przeprowadzałyśmy. To były podróże w takie rejony, że ja się tego nie spodziewałam. Wiedziałam, że mając spotkania z Soul Coachem będzie „łał”, ale nie sądziłam, że aż tak.

C: Tak jak wspomniałaś, pracuję metodą Soul Coachingu a jednocześnie, mimo wszystko, był to Business Coaching.

M: Tak. Business Coaching, który pozwolił mi poczuć to, czego tak bardzo pragnęłam. Czyli to, że chcę robić coś więcej i że mogę to robić przy pomocy moich torebek.

C: To powiedz, komu poleciłabyś pracę ze mną.

M: Poleciłabym na pewno komuś, kto chce czegoś więcej. Kto już się jakoś rozwinął, ale czuje, że nie do końca wszystko gra. I każdemu, kto rozwija swój biznes z pasji. To są ludzie, którzy są tak zakochani w tym, co robią i robią to z taką ogromną wrażliwością, że oni bardzo często… To znaczy ja tego potrzebowałam. Jakiegoś opiekuna z zewnątrz, który mi powie i pokaże, że ta droga jest ok., że warto być wrażliwym, że warto iść swoją ścieżką, warto ufać swojemu sercu i że nie trzeba być takim ,jak inni, że twoja indywidualność jest twoją największą wartością. Czyli przede wszystkim dla takich osób, które zaczynają biznes z potrzeby serca, z pasji.

C: Ja jeszcze dodam, że jesteś osobą, która jest już osiem lat w biznesie i tym bardziej było mi bardzo miło z tobą pracować. Generalnie pracuję z osobami, które są przynajmniej dwa, trzy lata w biznesie, a twój biznes, to był biznes dojrzały. Wydaje mi się, że ty, twoja dusza, twoje serce wołały o coś więcej. Wołały o to, żeby poczuć twój biznes z zupełnie innej przestrzeni.

M: Zdecydowanie tak.

C: Powiedz mi jeszcze, w jaki sposób kupuje się u ciebie te torebki. Na Instagramie czy na stronie? Jak to zrobić najłatwiej?

M: Na Instagramie i na stronie. W tym momencie bardzo dużo modeli jest już wyprzedanych, bo grudzień to dla nas najbardziej pracowity okres. Wisienka na torcie całego roku.

C: Myślę, że nasz wywiad pójdzie na samym początku stycznia albo jeszcze przed świętami. Czy na początku stycznia będą torebki mocy?

M: Tak. Wszystko wróci i zapasy będą uzupełnione. Zazwyczaj jest tak, że jak klient składa zamówienie, to później dogrywamy sprawę personalizacji. Czasami praca jest załatwiana od razu. Zawsze przygotowujemy podglądy, żeby ktoś był pewny finalnego efektu, żeby to poczuł. Zazwyczaj, gdy już pokażemy próbkę tego, jak to będzie wyglądało na torbie, pojawia się euforia, radość. A później to realizujemy. Niektórzy w zasadzie od razu wiedzą, czego chcą. Inni potrzebują nawet dwóch (lub więcej) tygodni i wtedy spokojnie z tym pracujemy. Zawsze najważniejsze jest dla nas to, żeby ktoś był w 100% zadowolony z tego, jak ta personalizacja będzie wyglądać. To jest najważniejsza rzecz. Żeby klientem bardzo się zaopiekować i pracować dotąd, aż on powie, że jest naprawdę „łał.”

C: Chcę jeszcze dodać, że Monika ma super power bag collection czyli „Love”, „Courage” i „Strength”. To jest jedna kolekcja, ale jest też to, o czym mówiłaś czyli wyjątkowa personalizacja, którą można u ciebie zamówić. To są naprawdę różne rzeczy. Z jednej strony powiedziałaś o tej stópce, z drugiej strony to są jakieś teksty, słowa, wiersze, które ludzie zamawiają.

M: Tak. To wiersze stworzone przez artystów, wiersze, które ktoś stworzył indywidualnie dla danej osoby. To jest ogrom rzeczy, których sobie teraz nawet nie przypomnę, bo grawerunki robimy na torbach w zasadzie każdego dnia, więc jest mnóstwo historii i bardzo dużo pomysłów. Najbardziej szalonym pomysłem, który zrobiliśmy, było ujęcie z filmu. To był „A Single Man”. Piękny film. I to było ujęcie głównego bohatera z jego przyjaciółką w tańcu. I udało się to. Wyszło rewelacyjnie.

C: Naprawdę nie mogę się doczekać, kiedy wyjdzie twój blog, w którym będziesz opisywać te wszystkie historie. Mam nadzieję, że rok 2021, to będzie również rok twojego bloga, więc zapraszamy. Zapraszamy również do super power bag collection i zapraszamy do tych cudownych, spersonalizowanych toreb, które możecie sobie zrobić dla wyjątkowych osób w waszym życiu. A wszystkie panie, które mają już bardzo fajnie działające biznesy, ale czują, że chcą wejść na zupełnie nowy poziom, głębiej w siebie,  zapraszam do mnie, na celestyna.pl. Bardzo ci dziękuję Moniko.

M: Dziękuję. Ja tylko coś dodam dla pań, które być może będą to widziały i będą się wahały. To jest najpiękniejszy prezent, jaki można sobie zrobić w swoim biznesie. Jeżeli się czuje siebie w środku i swój biznes w 100%, można robić rzeczy niesamowite i te niesamowite rzeczy przychodzą. Ogromnie polecam.